piątek, 10 lutego 2017

Co z sobą zrobić...

Tydzień postanowień co napisać, czego absolutnie nie, bo czy to miejsce na iście wewnętrzny ekshibicjonizm czy tylko dopieszczone i zaplanowane od A do Z posty?!

PLANOWANIE...

właśnie... 

jak na razie synonim słowa PORAŻKA

jednak nie tak łatwo się poddaję, o nie...

Nie będę was zamęczać tym, co mi się pięknie koncertowo udało schrzanić w obsłudze bobasa, sprzątaniu w domu czy matkowaniu starszej dwójce (patrz mąż w tej kategorii). Nie będę rozprawiać nad za i przeciw karmienia tak czy siak - niemowlę wszak nie pije piwa, fajek nie pali, więc jego diety obecnej - jaka by nie była trudno się czepiać. Nadal jestem bardziej niż mniej zaczytana w paragony, składy pisane na opakowaniach, śledzę rozmaite nowości - dzieląc przy tym ich ochność i achność przez dwa, a nawet cztery... wszak matki czy babki jakoś nas przez wieki nie pozabijały tym czym nas karmiły, opierały itp... a życie w obecnych czasach zakrawa o podróż przez Amazonię tam i z powrotem na dodatek własnym transportem... więc trzeba się wykazać nie lada instynktem samozachowawczym w tej dżungli dobrych rad. 

Co innego - moje obecne raczej przesłanie życiowe (do odwołania, odszczekania...przynajmniej na tyle):

Jak spróbować odnaleźć siebie w sobie na nowo i nie zwariować (!)


... i to w każdej z nadwyrężonych ostatnio stref życia
- fizycznej -
- duchowej - 
- matecznej - 
- domowej - 

...a może to jest ten moment by coś zmienić, poprawić, ulepszyć... 

bo czy to co było nie zawsze jest takie " już na zawsze"?! 

Na razie trwają próby poznawcze i wewnętrzne pertraktacje i bardzo mi się to podoba!

Rewolucja istna nastała - wybuch supernowej czy czarna dziura jak kto woli - wszak jak chce się teraz zaraz robić wszystko wszędzie - no nijak nie idzie tak jak się chce...
tak więc plany w mojej głowie, Bullet ( tu pochwała  dla Diany ) też powoli dopieszczam - satysfakcja tym większa, że sprawdza się toto coraz lepiej... i powoli myśli świtają nawet o powrocie do pracy...pisaniu bloga... istna sielanka... 

Tak więc wreszcie mam minimalne poczucie bycia Panią Swojego Czasu, do tego stopnia, że wreszcie mam czas na czytanie książek z niekłamaną przyjemnością. Kocham... kochają... dają się kochać... tak na to czekałam...

...a załączone lektury polecam bardzo i służę recenzją osobistą bardzo, ale i bardzo chętnie 
dowiem się jak to u Was z tym jest.

Pozdrawiam,




2 komentarze:

  1. Jak to jest u nas?
    No cóż, poszukiwania trwają. Czasem wszystko się jakby klaruje, czasem wali z łomotem.
    Wprawdzie rewolucję wywołało całkiem inne wydarzenie...
    Nie planuję, próbuję i czekam. I liczę na czas...

    OdpowiedzUsuń
  2. Witaj u mnie Modraczku! życie niezmiennie nie przestaje nas zaskakiwać, ja chcę - póki trwa - czerpać je garściami, może bez wzniosłych szaleństw i wariactw, ale bardziej świadomie i osobiście odbierać to co dał i daje nam los. Czasem z radością, a czasem z pokorą iść dalej. ,
    Ale plan - choćby mały trzeba mieć, dla własnej "samodyscypliny" :)
    Pozdrawiam Cię serdecznie,

    OdpowiedzUsuń

Skoro już tu jesteś - pozostaw komentarz. Nie bądź przypadkowym gościem... ale gościem mile widzianym. Słowa pochwały czy krytyki mogą stanowić bodziec, by zrobić coś..., a ja robię to COŚ dla siebie, ale i dla Ciebie trochę też.