Jak już dało się zauważyć, wkradły się nam bez krępacji rozmaite akcenty, świadczące o tym jak bardzo potrzebne są nam wakacje, koniecznie nad wodą. Ta tęsknota zdaje się mnie przerastać, skoro jadący za oknem autobus nie różni mi się od parostatku ;)
Tym razem pokój dziecięcia. Mój Skarb ma już niemal cztery lata i zażyczył sobie odmiany. Więc ma. Widać i dziecięciu znudziła się wściekle zielona zieleń i, ku mojej radości zaakceptował kolor ... morski. To o tyle wygodne, że z dodatkami biegam teraz między pokojem a łazienką, pasują i tu i tam ;)
Nie chciałam jednak, by wyszło tak "modnie" z koniecznym zachowaniem czerwieni, błękitu i bieli - to za wiele w tym barwnym mętliku, dlatego pokażę Wam dziś tylko kąt sypialny.
Przedtawiam Wam Pana Pelikana!
Tu dumnie się pręży na szafie - tam jest w miarę bezpieczny, inaczej byłby już chyba kuśtykającym Panem Pelikanem ;)

Babcia, jak usłyszała - morze, muszą być i ryby...
to i są i to jakie - i flądry i śledzie i nawet pirania się znalazła ;)
A tak śpi mój Mały Pirat: powiecie, ponuro poważnie, ale mnogość kolorów zabawek przyprawia o zawrót głowy, więc chciałam by miejsce do spania pozwalało się odprężyć... jejku, ile jeszcze chcę tu zrobić, ramki, poduszkę/ koło ratunkowe, poszewki na wałki, lampę... ach... chyba lata nie starczy...
Fotel pamięta moją młodość, mama się zlitowała, pokrowiec uszyła i jest. Do tego najwierniejsi przyjaciele: Ambroży, Bazyli, Cezary, Prot i ... dalsi znajomi i towarzysze zabaw;)
I jak Wam się podoba?
Teraz skoczę jeszcze doMazmiki, która to została moją wymiankową parą w lawendowej zabawie u Ani Jury. Doba jest stanowczo za krótka...
Dobrej nocy, dającej ulgę w tych upałach...